Informacja z dnia 25 kwietnia 2026 r.

Promocja debiutanckiego tomiku poetyckiego Ilony Dzijak-Muniak

                Miło jest mi zakomunikować, że nasza Unijna Koleżanka Ilona Dzijak-Muniak wydała swój pierwszy tomik poezji, który nosi tytuł „Między kroplami    „. Opracowania układu tomiku i napisania posłowia podjęła się jak zawsze pomocna prof. Anna Pituch-Noworolska – Wiceprezes UPPL.
Promocja tomiku odbyła się podczas poetyckiego spotkania z publicznością w dniu 23 kwietnia w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Nakle nad Notecią.

       

Gratulacje dla Autorki tomiku

Waldemar Hładki

Unijne Poetycko-Malarskie  spotkanie z Jolantą Bulzak w Nowym Sączu

             W dniu 9 kwietnia 2026 r. w Klubie Seniora delegatury Okręgowej Izby Lekarskiej w Nowym Sączu odbył się wernisaż wystawy malarstwa Jolanty Bulzak. Zaprezentowane przez autorkę obrazy zostały wykonane w technice pastelowej. Jednocześnie można było posłuchać piosenek do wierszy Jolanty, która jest poetka i autorką kilku tomików poetyckich, do muzyki skomponowanej przez Pana Antoniego Struzika juniora.

          

 

Przed kilkoma dniami otrzymałem nową książkę autorstwa Joanny Ślasko i Katarzyny Wielgus

Ta poetycka książka nosi tytuł ” Dwa notesy na sonety”.

Tym razem są to sonety, a naszej unijnej Koleżance towarzyszy słowem pisanym sonetami jej koleżanka poetka Katarzyna Wielgus. Zaprezentowane sonety naprzemiennie ułożone w książce stanowią swoisty dialog pomiędzy autorkami.

Gratulacje dla obu poetek

Waldemar Hladki

 

W najbliższym czasie ukaże się kolejna książka Macieja Zarębskiego. W zakładce „komunikaty” zostały zamieszczone informacje dotyczące możliwości nabycia tej książki po jej wydaniu oraz informacje dotyczące aktualnej działalności społecznej i literackiej naszego Unijnego Kolegi.
Poniżej zamieszczam jeden z rozdziałów tej książki.

Śladami Polaków na świecie  podczas moich wojaży     

W czasie rozlicznych podróży po świecie poznawałem słynne historyczne zabytki, egzotyczną przyrodę, kulturę i tradycje różnych nacji. Opisywałem to w swoich książkach reportażowych. Ale oprócz tego wszystkiego ze szczególnym sentymentem i dumą wspominam napotykane w czasie tych wojaży ślady słynnych Polaków, którym świat ma sporo do zawdzięczenia. Chciałbym się tymi właśnie wspomnieniami podzielić z czytelnikami tej książki.

                                                                   * * *

    W listopadzie 2011 roku jestem w Chile na Cmentarzu Generalnym w Santiago przed okazałym nagrobkiem  o kształcie wolnostojącej kolumny posadowionej na trójstopniowej podstawie. Trzon kolumny z symbolicznymi znakami – polskim Orłem i Pogonią oraz symbolami chilijskimi – tarczą z pięcioramienną gwiazdą pośrodku, trzymaną przez kondora i jelenia, zwieńczony popiersiem Ignacego Domeyki.

    Ten słynny Polak, wybitny geolog, mineralog i pedagog urodził się w Niedźwiadce  Wielkiej na ziemi grodzieńskiej 31 lipca 1802 roku, a zmarł 23 stycznia 1889 roku w Santiago. Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Ojciec prezesował sądowi ziemskiemu, a matka Karolina z Ancutów była ciotką Maryli Wereszczakówny. W prowadzonej przez pijarów szkole powiatowej w Szczuczynie Ignacy rozwijał zaszczepione w domu rodzinnym zainteresowania przyrodnicze. Jako student Uniwersytetu Wileńskiego należał do tajnego Towarzystwa Filomatów, będąc bliskim przyjacielem Adama Mickiewicza. Uczestniczył w powstaniu listopadowym, służąc w korpusie generała Dezyderego Chłapowskiego. Po upadku powstania wyemigrował do Francji, gdzie ukończył studia górnicze,  a następnie, na początku 1938 roku udał się do Chile. Tu spędził resztę swojego życia. Przez dziesięciolecia badał tamtejsze bogactwa naturalne. Równocześnie reformował chilijski system oświaty. Przez lata wykładał na uniwersytecie w Santiago, którego w latach 1867–1883  był nieprzerwanie rektorem.

       Mimo sukcesów w Chile Domeyko nigdy nie zapomniał o Polsce. Działał w środowiskach polonijnych, a jego praca była często motywowana chęcią rozsławienia ojczyzny. W pamiętnikach podkreślał swoją tożsamość, a w chwilach wolnych od badań naukowych pasjonowała go walka o obronę praw  miejscowej ludności (Arukanów).

      W roku 1884 Ignacy Domeyko zdecydował się na wizytę w kraju. Podróż na Litwę wiodła przez Kraków i Warszawę. Z Litwy wyjeżdżał do Paryża, Rzymu i Ziemi Świętej. W kwietniu 1887 roku Uniwersytet Jagielloński przyznał Domeyce tytuł doktora honoris causa. Dwumiesięczna podróż powrotna do Chile późną jesienią 1888 roku do tego stopnia wyczerpała siły Domeyki, że wkrótce zmarł z powodu zapalenia płuc. Śmierć uczonego okryła Chile żałobą. W jego pogrzebie urządzonym na koszt republiki brali udział przedstawiciele rządu.

     Znałem wcześniej biografię Ignacego Domeyki,  więc będąc w Santiago nie mogłem nie pokłonić się prochom tego słynnego Polaka i nie utrwalić na zdjęciu (foto) miejsca jego spoczynku przy głównej alei chilijskiej nekropolii narodowej. Z dumą słuchałem słów przewodnika, który podkreślał, że Ignacy Domeyko uważany jest za bohatera narodowego Chile, a jego nazwiskiem nazwano m.in.  planetoidę,  pasmo górskie, minerał, gatunek pająka, a nawet mezozoiczne taksony.

                                                                    * * *

        Na ślady Andrzeja Tadeusza Bonawentury Kościuszki, wybitnego polskiego i amerykańskiego generała, bohatera dwóch narodów,  natrafiłem w październiku 2000 roku w szwajcarskiej Solurze. Dotyczyły ostatnich dwóch lat życia przywódcy powstania przeciw Rosji (insurekcji kościuszkowskiej) w 1794 roku, a wcześniej uczestnika walk o niepodległość USA, które tu spędził.

        Byłem członkiem delegacji Towarzystw Kościuszkowskich udających się na obchody 185. rocznicy przybycia Kościuszki do tego średniowiecznego,  kilkutysięcznego miasteczka leżącego nad rzeką Aur w południowej Szwajcarii. Kiedy przywódca insurekcji zjawił się w Solurze na początku października 1815 roku,  był mężczyzną blisko 70-letnim. Zamieszkał wówczas w kamienicy Zeltnerów przy Gurzelngasse 12, wyróżniającej się okazałością i stylem, pochodzącym z wieku  XVII.

       Mimo podeszłego wieku, odniesionych ran i lat spędzonych w carskim więzieniu był w dobrej jak na swój wiek kondycji. Wstawał podobno wcześnie – latem już o 5-tej. Po porannej kawie, którą  uwielbiał,  oddawał się lekturze prasy. Przed południem uczył córkę gospodarza, 18-letnią Emilię, nota bene swoją ulubienicę, języka polskiego i historii. Przy ładnej pogodzie spacerował po ulicach miasteczka. Od czasu do czasu udawał się na lampkę wina lub kufel piwa do restauracji na parterze pobliskiego hotelu „Krone”.

    Nieraz wybierał się na przejażdżkę konną po okolicznych pagórkach Solury. Robił także dłuższe wycieczki do różnych stron Szwajcarii. Próbował swych sił w malarstwie oraz zajmował się z upodobaniem tokarstwem, wykonując małe pamiątkowe przedmioty, m.in. ozdobne puzderka, tabakiery i drobną biżuterię, które następnie hojnie rozdawał znajomym. Przede wszystkim jednak zajmował się  dobroczynnością, obdarowując hojnie dzieci i ubogich głodujących Szwajcarów. Stronił od życia towarzyskiego Solury,  utrzymując jedynie znajomość z wąskim gronem przyjaciół. Zmarł po krótkiej chorobie, wskutek powikłań pogrypowych, 15 października 1817 r. Trzy dni później został pochowany, zgodnie z ostatnim życzeniem, w pobliskim kościele Jezuitów. Zwłoki Naczelnika zostały zabalsamowane i po uzyskaniu zgody cara rosyjskiego w czerwcu 1818 roku przewiezione do Polski, gdzie pochowano je na Wawelu. Jego serce zaś, zapisane ulubienicy Emilii Zeltner zostało przekazane przez jej córki w roku 1895, założonemu 25 lat wcześniej przez polskich emigrantów, Muzeum Polskiemu w Rapperswilu.  Ta cenna relikwia była przechowywana tam do roku 1927, kiedy to ostatecznie spoczęła na Zamku Królewskim w Warszawie.

       Od roku 1936 w kamienicy, gdzie mieszkał Kościuszko, o czym informuje stosowna tablica, funkcjonuje  Muzeum Kościuszkowskie z obszerną ekspozycją pamiątek po bohaterze Polski i Stanów Zjednoczonych. Podczas wizyty w tym sanktuarium wielkiego Polaka   miałem przyjemność wręczyć dyrekcji placówki medal Adama Bienia, ministra Delegatury Rządu na Kraj oraz kilka książek Biblioteki Staszowskiej o wyraźnie niepodległościowej tematyce. Moment ten został utrwalony na zdjęciu ( foto 1). W samym muzeum największe wrażenie robi pokój, w którym Tadeusz Kościuszko zakończył życie (foto 2).                                                

      Pobyt naszej delegacji w Solurze był niezwykle pożyteczny. Odsłonięto w holu hotelu  „Krone”  tablicę upamiętniającą przyjazd Naczelnika Kościuszki do Solury, a na cmentarzu w Zuchwil (miejscu spoczynku jego szczątków) złożono kwiaty i zapalono znicze.

   Delegacja nasza  wzięła także udział w uroczystej mszy świętej odprawionej w kościele oo. Jezuitów, miejscu pogrzebu Tadeusza Kościuszki i złożenia jego prochów. Pobyt w Solurze oznaczał dla mnie (i towarzyszącej mi żony) niezapomniane przeżycie. Uważam, że powinien tam złożyć wizytę każdy Polak…

                                                                  * * *

    Kiedy w kwietniu 2007 roku przebywałem we Lwowie (w towarzystwie żony i regionalisty Stanisława Gajerskiego) podjąłem decyzję o wizycie w Stryju, rodzinnej miejscowości Kornela Makuszyńskiego, znajdującej się obecnie w granicach Ukrainy. Ten znany prozaik, poeta, krytyk teatralny, autor książek dla dzieci i młodzieży  urodził się 8 stycznia 1884 roku pod zaborem austriackim właśnie w Stryju. W rodzinnym miasteczku ukończył pierwszą klasę gimnazjalną zarabiając korepetycjami na własne utrzymanie. Potem skreślony z listy uczniów (za sarkastyczny wiersz o katechecie) kontynuował naukę w Przemyślu, Chyrowie, a od roku 1898 w C.K. Gimnazjum we Lwowie, gdzie w roku 1903 ukończył VIII klasę i zdał egzamin dojrzałości. W wieku 14 lat zaczął pisać wiersze. Po ukończeniu szkoły średniej studiował polonistykę i romanistkę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W roku 1908 wydał swoją pierwszą książkę. Był to zbiór poezji pt. Połów gwiazd. Jako autor książek dla dzieci zadebiutował nieco później, wydając w roku 1912 Szewca Kopytkę i kaczora Kwaka. W latach 1908-1910 kontynuował studia romanistyczne na Sorbonie w Paryżu. W towarzystwie Kasprowicza, Staffa i Orkana odbywał podróże po Europie, zwiedzając Niemcy, Włochy i Francję. W roku 1911 poślubił Emilię Błażeńską i zamieszkał w jej rodzinnym majątku w Burbiszkach na Litwie. Tam zastała go I wojna światowa. Po zakończeniu wojny w 1918 roku Makuszyńscy zamieszkali w Warszawie, bywając w latach 1922-1925 w Burbiszkach. Po śmierci żony w roku 1926 pisarz zerwał relacje z Litwą. 30 sierpnia 1927 roku ożenił się powtórnie, jego żoną została śpiewaczka Janina Gluzińska.

        Po roku 1935 mieszkał z żoną w Warszawie na Mokotowie. Okupację niemiecką przeżył w Warszawie, a w listopadzie 1944 roku zamieszkał na stałe w Zakopanem, gdzie zmarł 31 lipca 1953 roku. Spoczywa tam na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Po odwilży popaździernikowej zakaz publikacji i popularyzacji twórczości Makuszyńskiego został wycofany i część jego utworów wróciła do publicznego obiegu. Z zasobów pamiątek po pisarzu, w tym rękopisów jego wielu książek prozatorskich i poetyckich, żona Janina doprowadziła w roku 1966 do otwarcia w ich prywatnej willi „Opolanka” w Zakopanem  Muzeum Kornela Makuszyńskiego.

   Jako czytelnik w latach młodości książek pisarza (kto z nas nie czytał  Awantury o Basię, Szatana z siódmej klasy, Panny z mokrą głową) od lat stąpałem po śladach Kornela Makuszyńskiego. Kilkakrotnie bywałem w jego Muzeum w Zakopanem oraz składałem mu hołd przy jego grobowcu na Pęksowym Brzyzku. Nic więc dziwnego, że będąc na Ukrainie  zapragnąłem odnaleźć ślady Kornela Makuszyńskiego w Stryju. Dom na Łanach, gdzie pisarz przyszedł na świat, niestety nie zachował się do dzisiaj, ale podczas pobytu w tym miasteczku mogłem się przekonać, że pamięć o Makuszyńskim jest kultywowana. W pobliżu miejsca urodzenia pisarza, w siedzibie Polskiego Centrum Kulturalnego (foto 1) prowadzone są działania mające na celu jego upamiętnienie. Podczas naszej wizyty w Centrum była akurat eksponowana wystawa dokumentująca życie i twórczość literacką pisarza. Oto jej fragment (foto 2).

                                                          * * *

    Na ślady innego słynnego Polaka – Ernesta  Malinowskiego natrafiłem w listopadzie 2011 roku w Limie. Byłem wówczas na wycieczce po Ameryce Południowej, a Peru stanowiło pierwszy jej etap. W trakcie zwiedzania Limy dotarliśmy do dzielnicy Cercado, gdzie znajduje się początkowa stacja Centralnej Kolei Transandyjskiej, zaprojektowanej przez naszego słynnego rodaka.

       W latach 60. XIX wieku wszyscy mówili, że to projekt szaleńca. Gdy Ernest Malinowski ogłosił, że poprowadzi pociąg przez najwyższe szczyty Andów, inżynierowie z USA i Wielkiej Brytanii nie dowierzali. Ale on miał plan i wsparcie amerykańskiego przedsiębiorcy Henrego Meiggsa.

      Jest rok 1870, kiedy projekt zyskuje rzeczywisty kształt. Powstaje centralna kolej peruwiańska, trasa która wspina się z poziomu oceanu na niemal  pięć tysięcy metrów wysokości. W rozrzedzonym powietrzu, gdzie każdy oddech boli, Malinowski opracowuje genialny system zygzaków. Pociąg wjeżdża na ślepy tor, cofa się wyżej i tak krok po kroku zdobywa górę. W litej skale wykuto 69 tuneli, przerzucono 58 mostów i wiaduktów nad przepaściami. A rekordowy most Berugas zawisł 77 metrów nad ziemią. Robotnicy chorowali, materiały wnoszono na mułach, a ponad 50-letni Malinowski osobiście wspinał się na przełęcze, by dopilnować każdego detalu. Inwestycja niemal nie zakończyła się katastrofą.  Budowę przerwała w roku 1879 wojna Peru z Chile (do historii przeszła pod nazwa wojny o saletrę). Kraj zbankrutował, a prace przy budowie kolei stanęły na lata. Malinowski musiał opuścić Peru i wyjechał do Ekwadoru, gdzie projektował mosty i lnie kolejowe. Wydawało się, że jego dzieło nigdy nie powstanie. Ale w roku 1886, w dwa lata po zakończeniu wojny, Ernest Malinowski wrócił w Andy i doprowadził projekt do końca. Powstała najwyżej położona kolej na świecie i do dziś jest uznawana za jedno z największych osiągnięć techniki XIX wieku.

     Jest 6 listopada 2011 roku, kiedy jestem z żoną przed początkową stacją Centralnej Kolei Transandyjskiej przy Avenida Miguel Grau. w Limie (foto 1). Obecnie to budynek historyczny, który pełni rolę Domu Peruwiańskiej Literatury. Jego wnętrze jest wykorzystywane do eksponowania wystaw artystycznych. Pociągi z tej stacji jeżdżą teraz okazjonalnie. Na jednym z filarów budynku wmurowano okolicznościową tablicę poświęconą pamięci naszego genialnego rodaka. Z przyjemnością utrwalam się na jej tle (foto 2). Znajduje się na niej napis w języku hiszpańskim o treści Ernest Malinowski 1818-1899, inżynier polski, patriota peruwiański, bohater obrony Callao 1866, budowniczy Centralnej Kolei Transandyjskiej.

    Uzupełniając życiorys tego wielkiego Polaka należy dodać, iż urodził się na Podolu. W latach 1827-31 uczęszczał do Liceum Krzemienieckiego. Po roku 1832 znalazł się na emigracji i kontynuował naukę, a potem studia politechniczne w Paryżu. Po ukończeniu studiów rozpoczął w 1838 roku pracę w ramach francuskiego Korpusu Inżynierów Dróg i Mostów. We wrześniu 1852 roku podpisał w Paryżu sześcioletni kontrakt na pracę w Peru na stanowisku inżyniera rządowego. I pozostał w tym państwie na stałe. Mieszkał w Limie zajmując apartament w hotelu i prowadził otwarty dom. Nigdy się nie ożenił. Podejmował obiadami peruwiańskich dygnitarzy, zagranicznych dyplomatów, naukowców i dziennikarzy. Urządzał wycieczki koleją dla dyplomatów i fachowców z różnych krajów. Przyczynił się do zatrudnienia w Peru wielu polskich inżynierów. Pomagał także polskim biologom i podróżnikom. Zmarł na atak serca 2 marca 1899 roku. Pochowany został z honorami należnymi bohaterowi narodowemu. Warto dodać, iż od roku 1890 był członkiem korespondentem  Towarzystwa Muzeum Narodowego w Rapperswilu.

                                                                  * * *

Nasz noblista, poeta, eseista, historyk literatury, tłumacz, dyplomata, profesor literatury słowiańskiej, Czesław Miłosz urodził się 30 czerwca 1911 roku w Szetejniach na Litwie w rodzinie szlacheckiej. Miałem zaszczyt odwiedzić Szetejnie dwukrotnie. Obie te wizyty miały miejsce w czerwcu. Podczas pierwszej, w roku 2004, towarzyszyłem Leonowi Janowiczowi, pisarzowi polskiemu urodzonemu w Wilnie, w jego sentymentalnej podróży na Litwę i rodzinną Żmudź. Po kilkudniowym pobycie u jego siostry w Adaszyszkach na Żmudzi w drodze do Wilna, nieco zbaczając z głównej trasy, odwiedziliśmy miejscowość, w której przyszedł na świat przyszły noblista. Wzięliśmy wówczas udział   w spotkaniu poświęconym twórczości poety. Podczas niego prezentowałem tomik poezji Znad Issy wydany w Staszowie pod moją redakcją, autorstwa prowadzącej imprezę Ireny Duchowskiej. To Polka od lat działająca w Związku Polaków na Litwie, w oddziale Kiejdańskim. Do Szetejń przybyliśmy na jej zaproszenie. Podczas tego interesującego spotkania literackiego Janowicz recytował z pamięci jeden z wierszy Miłosza. Impreza odbyła się w Centrum Konferencyjnym Kultury im Czesława Miłosza (foto), postawionym w miejscu dawnego dworku, w którym poeta przyszedł na świat. Była to posiadłość rodziców matki Miłosza Weroniki – Józefy (z Syruciów) i Zygmunta Kunatów. Ojciec poety Aleksander pochodził z pobliskiego dworu Sarbiny i po ukończeniu Politechniki Ryskiej pracował jako inżynier, budował drogi i mosty. Dziadek, Artur Miłosz walczył w powstaniu styczniowym i ledwo zdołał uniknąć zesłania na Syberię. Czesław Miłosz dzieciństwo spędził w Kownie, a nauki pobierał w Wilnie. W roku 1934 ukończył Uniwersytet Stefana Batorego. Od roku 1937 mieszkał w Warszawie, gdzie spędził także lata II wojny światowej, działając w podziemiu. Lata 1945-50 to służba dyplomatyczna, potem dziesięć lat pracy w Paryżu, a następnie profesura (do roku 1978) w Berkeley na Uniwersytecie w Kalifornii. Do rodzinnej Litwy Miłosz wrócił w maju 1992 roku – po ponad 50 latach nieobecności, oczywiście odwiedzając ojczyste Szetejnie. W międzyczasie rodzinny dwór przyłączony do kołchozu uległ kompletnemu zniszczeniu. Starania o zwrot posiadłości podworskich Miłoszowi przyniosły skutek i we wrześniu w roku 1997 poeta otrzymał akt własności. Wówczas  przekazał w darze Szetejnie Fundacji Kraju Ojczystego Czesława Miłosza. Odbudowano starą stodołę (świrom) umieszczając w niej Centrum Konferencyjne Kultury, miejsce w którym obradowaliśmy. Oglądamy jeszcze tablicę upamiętniającą miejsce urodzenia Czesława Miłosza (z napisem po litewsku)  i po pożegnaniu z Ireną i jej śpiewaczym zespołem z Kiejdan wyruszamy w dalszą drogę. Przez pewien czas jedziemy wzdłuż malowniczej doliny Issy, doskonale upamiętnionej w twórczości Konwickiego i Miłosza.

       Podczas kolejnej mojej wyprawy na Litwę, w 2005 roku, w towarzystwie przyjaciół z Kielc i Strzyżowa, w drodze do Szetejń odwiedziliśmy wieś Świętobrość, gdzie w miejscowym kościele ślub brali rodzice Czesława Miłosza, a on sam był chrzczony.  W Szetejniach miałem okazję obejrzeć posadzone własnoręcznie przez Miłosza w roku 1999 drzewko dębu.

    Mimo różnych opinii na temat Miłosza, jego swoistego poczucia polskości i kontrowersyjnych wypowiedzi na ten temat, oraz niesmacznej dyskusji związanej z pochówkiem poety na krakowskiej Skałce, jestem zadowolony, że dane mi było obejrzeć miejsca z nim związane…

                                                               * * *

Jednym z najważniejszych ojców polskiej niepodległości jest niewątpliwie Ignacy Jan Paderewski, światowej sławy pianista, kompozytor, mąż stanu i wielki patriota. Urodził się w roku 1860 w Kuryłówce na Podolu, a od roku 1891 wielokrotnie wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych, gdzie zmarł w 1941 roku. Był częstym gościem w Chicago, jednym z największych na przełomie XIX i XX wieku skupisk Polonii na świecie. Jego wizyty miały charakter zarówno artystyczny (koncerty), jak i polityczno-społeczny (walka o niepodległość Polski, działalność w Komitecie Narodowym). Po raz pierwszy wystąpił w Chicago w 1892, a po raz ostatni w 1932 roku. W ciągu swojej kariery artystycznej dał w tym mieście łącznie 65 występów. W maju 1893 roku, podczas World’s Columbian Exposition w Chicago. Paderewski otworzył serię koncertów w Music Hall, grając swój Koncert fortepianowy a-moll. Występ ten ugruntował jego sławę w USA. 30 maja 1915 r. Paderewski wygłosił płomienne przemówienie na wielkim wiecu Polonii w Chicago, mobilizując lokalną społeczność do wsparcia sprawy niepodległości Polski. Chicago było wówczas bazą dla Polskiego Wydziału Narodowego, z którym ściśle współpracował.  Podczas wizyt w Chicago bywał w domu państwa Gessnerów na Prairie Avenue, gdzie grał na ich fortepianie marki Steinway z 1887 r.

       W chicagowskim Muzeum Polskim w Chicago (Milwaukee 984), utworzonym w 1935 roku, znajduje się Sala Paderewskiego, w której przechowywana jest największą na świecie kolekcja pamiątek po artyście.  Miałem zaszczyt odwiedzać to Muzeum dwukrotnie; pierwszy raz  w roku 2004 roku, drugi w 2006. Podczas pierwszej wizyty 29 sierpnia w sali jego imienia  mogłem zapoznać się z chicagowskimi śladami tego wielkiego Polaka, w tym z wyposażeniem jego pokoju hotelowego (foto1). Jest w nim pianino oraz jeden z najcenniejszych eksponatów – krzesło do fortepianu, używane przez pianistę podczas wszystkich jego koncertów. W specjalnej gablocie umieszczono wieczne pióro wykonane z białego złota, którym prawdopodobnie Paderewski podpisał w imieniu Polski traktat wersalski w czerwcu 1919 roku (foto 2). A trzeba przyznać, że przyjaźń kompozytora  z prezydentem Woodrowem Wilsonem przyczyniła się znacznie do upodmiotowienia sprawy niepodległości Polski. To pod bezpośrednim wpływem tego wielkiego artysty i patrioty prezydent Wilson umieścił w swoim ultimatum uzależniającym podpisanie przez Stany Zjednoczone traktatu wersalskiego trzynasty punkt domagający się zgody stron traktatu na suwerenność Polski – dzięki któremu w dokumencie zapisano utworzenie niepodległego państwa polskiego. Warto pamiętać, że w roku 1919 (od 16 stycznia do grudnia) Ignacy  Jan Paderewski sprawował funkcję premiera i ministra spraw zagranicznych RP.

       Oprowadzający po Muzeum kustosz informuje, iż serce Mistrza, zgodnie z jego wolą, znajduje się w sanktuarium amerykańskiej Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown w  Pensylwanii, a ciało złożone w krypcie Archikatedry Warszawskiej św. Jana.

       Druga moja wizyta w tym chicagowskim sanktuarium polskości miała miejsce 4 sierpnia 2006 roku i była związana z promocją  książki Dotknięcie Ameryki – pięćdziesiąt dni w Stanach, stanowiącej pokłosie mojego pobytu w USA przed dwoma laty. Spotkanie promocyjne z udziałem blisko stuosobowej Polonii odbyło się w sali widowiskowej Muzeum, a po nim po raz drugi miałem przyjemność odwiedzenia Sali Paderewskiego. Nie bez dumy wspominam  to spotkanie autorskie, zwłaszcza, że odbyło się na tle słynnego obrazu Stanisława Kaczora Batowskiego „Pułaski pod Savannah” (foto 3).

                                                            * * *

Kolejny wielki Polak, twórca odrodzonego w roku 1918 państwa polskiego, to marszałek Józef Klemens Piłsudski. Urodził się 5 grudnia 1867 roku w majątku Zułów, a zmarł 12 maja 1935 roku w Warszawie. W swoim życiu był działaczem społecznym i niepodległościowym, żołnierzem, politykiem. To wybitny mąż stanu, w latach 1918-1922 Naczelnik Państwa, od roku 1920 marszałek Polski.

     Od roku 1892 był członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej i jej przywódcą w kraju. Twórca Organizacji Bojowej PPS (1904) i Polskiej Organizacji Wojskowej (1914), członek Komisji Wojskowej w Tymczasowej Radzie Stanu (1917), od 11 listopada 1918 roku naczelny wódz Armii Polskiej; przywódca obozu sanacji po przewrocie majowym (1926), dwukrotny premier Polski (1926-1928 i 1930). Wywarł ogromny wpływ na kształt polityki wewnętrznej i zagranicznej II RP. Pierwszy Wielki Mistrz i Kawaler Orderu Orła Białego w II RP. Czterokrotnie odznaczony orderem Virtuti Militari.

      Marszałek rzadko opuszczał Polskę. Jego najdłuższy pobyt wypoczynkowy miał miejsce na przełomie 1930 i 1931 roku. Był to wyjazd na Maderę, wyspę portugalską, na której przebywał od 21 grudnia 1930 roku do 23 marca 1931 roku w ramach długiego urlopu zdrowotnego, mającego na celu regenerację sił po intensywnej działalności politycznej. Pamiętajmy, że czas po zdobyciu pełnej władzy nad Polską w wyniku tzw. przewrotu majowego w roku 1926 wymagał od Piłsudskiego niezwykle wyczerpującego uczestnictwa w polityce. Stres i wyczerpanie sił witalnych wynikające z wieku, życia konspiracyjnego i żołnierskiego spowodowało w roku 1928 atak apopleksji i osłabienie energii życiowej. Szczególnie rok 1930 nadszarpnął jego zdrowie – rozwiązanie parlamentu, osadzenie działaczy opozycji w twierdzy brzeskiej i nowe wybory, które odbyły się w listopadzie, a które w tej sytuacji wygrał obóz rządzący, zadecydowały o złożeniu przez Marszałka dymisji z funkcji premiera i wyjeździe na dłuższy wypoczynek zdrowotny.

    Na Maderze marszałek, któremu towarzyszyło dwoje lekarzy: dr płk Marcin Woyczyński, znajomy z czasów konspiracji i dr Eugenia Lewicka, lecząca Józefa Piłsudskiego w Druskiennikach w roku 1924,  przebywał w willi Quinta Bettencourt mieszczącej się przy Caminho do Pilar na zachodnich przedmieściach Funchal, stolicy Madery. Leżała ona na wzgórzu, z ogrodu był widok na morze, a od ulicy chronił ją solidny mur. Z Madery Józef Piłsudski wrócił wypoczęty  i bardzo zadowolony. Władze wyspy wysoko ceniły sobie jego pobyt. Już w roku 1934 z inicjatywy gubernatora Madery w ścianę wilii została wmurowana tablica upamiętniająca to wydarzenie w języku portugalskim.

  Tę pamiątkę trzymiesięcznego wypoczynku Piłsudskiego na wyspie poznaję w trakcie objazdowej wycieczki po Funchal, zorganizowanej 10 kwietnia 2013 roku podczas tygodniowego relaksu z żoną na Maderze. Ten pobyt był prezentem od starszej córki z okazji mojego 70-lecia urodzin i został zapamiętany jako bardzo udany. Dopisała pogoda, a warunki zakwaterowania i wyżywienia były komfortowe. Podczas spaceru po centrum Funchal przy Rua Antonio Jose de Almeida, w pobliżu Parlamentu maderskiego natrafiamy na niewielkie popiersie Marszałka (foto). Zostało wykonane przez miejscowego artystę Ricardo Velosę i odsłonięte  w 2009 roku. Na postumencie jest wmontowana tablica z napisem Józef Piłsudski (1867-1935); Marszałek Polski. Naczelnik Państwa. Przebywał na Maderze od grudnia 1930 do marca 1931 r. Poniżej te same słowa w języku portugalskim. Pod koniec wycieczki, w drodze na punkt widokowy znajdujący się w części zachodniej miasta, mijamy willę Quinta Bettencourt, miejsce pobytu Piłsudskiego (foto 2). Dom piętrowy, kryty dachówką o ścianach koloru jasnokremowego. Obecnie niestety stanowi własność prywatną, nie udostępnioną zwiedzającym. Na murach willi oprócz tablicy z roku 1934 znajduje się tablica odsłonięta w roku 1992 informująca, iż Marszałek Józef Piłsudski mieszkał w tym domu XII 1930-III 1931/ w hołdzie pierwszemu Marszałkowi Polski rodacy. Po chwili autokar przejeżdża przez rondo, które od roku 2009 nosi imię Józefa Piłsudskiego. Znajduje się na skrzyżowaniu ulic Caminho do Pilar i Caminho do Esmeraldo. Wycieczka po Funchal utwierdza mnie w przekonaniu, że ślady pobytu twórcy II Rzeczypospolitej na Maderze na przełomie 1930 i 1931 roku zostały dobrze udokumentowane.

                                                                 * * *

Wiosną 2007 roku przy okazji wycieczki do Lwowa w towarzystwie żony i Staszka Gajerskiego (o której pisałem wyżej przy okazji wizyty śladami Kornela Makuszyńskiego)  postanowiłem odszukać w pobliskim Drohobyczu ślady słynnego polskiego prozaika żydowskiego pochodzenia, grafika, rysownika, malarza, krytyka literackiego, twórcy o światowej renomie – Brunona Schulza, który tu właśnie  12 lipca 1892 roku przyszedł na świat. W rodzinie nie kultywowano tradycji żydowskich i mówiono tylko po polsku. W latach 1902-1910 Schulz był uczniem C.K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu. Maturę zdał z wyróżnieniem. Zaczynał dwukrotnie studia (w roku 1910 i w roku 1913 na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Lwowskiej), ale z powodów zdrowotnych i losowych (wybuch wojny) musiał je przerwać. Od roku 1924 pracował w szkole, którą wcześniej ukończył, przemianowanej na Państwowe Gimnazjum im. króla Władysława Jagiełły. Uczył w niej rysunku, prac ręcznych i okresowo matematyki, latami zmagając się z problemami zdrowotnymi (chorował na niewydolność krążenia) i z brakiem dyplomu ukończenia studiów.

       W roku 1933 Schulz zadebiutował w Wiadomościach Literackich opowiadaniem Ptaki. Jego Sklepy cynamonowe, zbiór opowiadań poświęconych rodzinnemu miastu, ukazały się rok później nakładem Towarzystwa Wydawniczego „Roj” wywołując entuzjastyczne recenzje krytyków związanych z lewicą. Wkrótce, w roku 1937 wydawnictwo „Roj” opublikowało zbiór Sanatorium pod Klepsydrą. W obu zbiorach opowiadań Schulz przekształcił swój rodzinny Drohobycz w mityczną przestrzeń, wpisując galicyjską prowincję do kanonu literatury światowej. W latach 20. i 30. XX wieku Bruno Schulz dał się poznać także jako wybitny rysownik i grafik. Jego rysunki, w tym cykl „Xięga bałwochwalcza” są unikalnym wkładem w polską sztukę wizualną, często korespondującym z tematyką jego opowiadań. Jego twórczość przyczyniła się w dużym stopniu do ukształtowania tożsamości kulturowej Kresów Wschodnich. Warto przypomnieć, że w roku 1938 Bruno Schulz otrzymał Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Po wybuchu II wojny światowej przebywał w okupowanym przez Niemców Drohobyczu, gdzie od lipca 1941 roku zmuszony był żyć w getcie. Dzięki talentowi plastycznemu stał się „protegowanym” gestapowca Feliksa Landaua, malując dla niego obrazy w zamian za ochronę. Zginął tragicznie 19 listopada 1942 roku w „czarny czwartek” zastrzelony przez innego esesmana, Karla Gunthera, na dzień przed planowaną ucieczką z getta.

   Rodzinny dom Bruno Schulza odnaleźliśmy na ulicy Jurija Drohobycza (dawnej Floriańskiej, potem Bednarskiej) pod numerem 12. Na frontowej ścianie parterowej kamienicy widnieje tablica z tekstem o treści  – W tym domu, w latach 1914-1941 mieszkał i tworzył wybitny żydowski malarz i pisarz, mistrz Słowa Polskiego  Bruno Schulz  1892-1942. Utrwalam grupę turystów na tle części tego domu, na której wmurowana jest tablica (foto). Warto dodać, że napis jest w trzech językach, obok polskiego także w ukraińskim i jidysz. Budynek znajduje się w rękach prywatnych i do środka wejść nie można. Przez chwilę szukamy na pobliskiej ulicy Podwale upamiętnionych przez pisarza sklepów cynamonowych. Chociaż nie ma po nich śladu, to jednak spacerując starymi uliczkami miasteczka czujemy ich atmosferę. Przed opuszczeniem Drohobycza odwiedzamy jeszcze miejscowy kirkut, na którym zostali pochowani rodzice Brunona Schulza. Miejsce spoczynku samego pisarza niestety pozostaje do dziś nieznane.

                                                              * * *

  Od 4-go do 11-go czerwca 2007 roku przebywałem z żoną na zaproszenie Stanisława Karbownickiego, działacza polonijnego, przyjaciela prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, w Londynie. Oprócz typowych londyńskich zabytków gospodarz pokazał nam kilka miejsc związanych z pobytem generała Władysława Sikorskiego. W towarzystwie Staszka odwiedziliśmy m.in. Ognisko Polskie, pełniące swoistą rolę klubu towarzyskiego, gdzie w czasie II wojny światowej gościła elita życia społeczno-kulturalnego z Arturem Rubinsteinem, a także dowódcy wojskowi z gen. Władysławem Andersem oraz gen. Władysławem Sikorskim.  Z Ogniska Polskiego udaliśmy się do położonego w pobliżu Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego, premiera rządu II RP i od 30 września 1939 r. premiera na uchodźstwie, naczelnego wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie,

        Władysław Sikorski urodził się 20 maja 1881 roku w Tuszowie na Podkarpaciu. Przed wybuchem I wojny światowej uzyskał dyplom oficerski w austriackiej szkole wojskowej. Walczył w Legionach Polskich w trakcie I wojny światowej. Od listopada 1918 roku służył w Wojsku Polskim. Odegrał dużą rolę podczas bitwy warszawskiej. W pierwszych latach II Rzeczypospolitej Sikorski pełnił ważne funkcje rządowe, włącznie ze stanowiskiem premiera (1922-23) i ministra spraw wojskowych (1924-25).

        W roku 1939 po wybuchu II wojny światowej przedostał się przez Rumunię do Francji, gdzie podjął się, za przyzwoleniem aliantów, zadania tworzenia armii polskiej oraz przyjął funkcję premiera rządu RP na uchodźstwie. Do Londynu gen. Sikorski przybył  20 czerwca 1940 roku. Ewakuował się tam z upadającej Francji, aby kontynuować walkę u boku Wielkiej Brytanii, jako premier rządu RP na uchodźstwie i Naczelny Wódz. W Londynie kontynuował organizację Polskich Sił Zbrojnych i nadal kierował rządem. Jako zwolennik ponownego nawiązania stosunków z ZSRR doprowadził w lipcu 1941 roku do zawarcia układu Sikorski-Majski, który został zerwany po odkryciu grobów ofiar zbrodni katyńskiej. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w katastrofie lotniczej w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku, w drodze powrotnej z Bliskiego Wschodu do Londynu.

    Muzeum, które zwiedzamy wówczas w Londynie stanowi „okno wystawowe” Instytutu Polskiego. Główna jego część poświęcona jest okresowi drugiej wojny światowej. Oglądamy więc eksponaty okresu Kampanii Polskiej 1939 roku, internowania na Litwie, Węgrzech i Rumunii, pamiątki z łagrów i więzień sowieckich: scyzoryki, karty, sztućce itp. Duże wrażenie wywołuje wyłowiony z morza po katastrofie pod Gibraltarem mundur gen. Sikorskiego.  Na specjalnym urządzeniu pod sufitem w jednej z sal eksponowane są sztandary Wojska Polskiego z lat 1918-1947, a obok flaga, którą zawieszono na ruinach klasztoru Monte Cassino. Osobny dział stanowi Sala Kawalerii, gdzie podziwiamy pamiątki po poszczególnych pułkach. W specjalnych gablotach eksponowane są odznaczenia i medale pułkowe. Widoczne są także urny z różnych pól bitewnych, na których walczyli polscy żołnierze. W oddzielnej sali natrafiamy na wystawę pamiątek po Armii Krajowej: skrytki, rozkazy, sprzęt łączności, opaski i pieczątki z powstania warszawskiego. W jednej z gablot oglądam starodruk z podpisem samego Napoleona. Obok znajduje się maszyna do szyfrowania „Enigma”.  W sąsiednim pomieszczeniu natrafiamy na biurko należące niegdyś do gen. Sikorskiego (foto 1).  Na ścianach poszczególnych pomieszczeń oraz przy schodach obrazy przedstawiające portrety znanych dowódców oraz sceny batalistyczne.

     Oprowadza nas po obiekcie osobiście kierownik archiwum dr Andrzej Suchcitz. Przed opuszczeniem Muzeum wpisuję się do księgi pamiątkowej oraz przekazuję do zbiorów archiwalnych Instytutu zestaw książek Biblioteki Staszowskiej o tematyce patriotycznej, w tym autorstwa ministra Adama Bienia oraz własnego.

    Spod Instytutu Staszek wiezie nas w kierunku ambasady polskiej. Mieści się ona pod nr 47 na Portland Place, w trzypiętrowej kamienicy z początku XX wieku, wybudowanej w stylu gregoriańskim. W bliskim jej sąsiedztwie natrafiamy na bliski sercu każdego Polaka pomnik gen. Władysława Sikorskiego, na tle którego żona wykonuje mi pamiątkowe zdjęcie (foto 2).

                                                                * * *

8 kwietnia 1858 roku we Lwowie pod zaborem austriackim urodził się Jan Styka przyszły artysta malarz, autor czterech panoram, w tym Golgoty, będącej największym obrazem o tematyce religijnej na świecie. Był synem Czecha, austriackiego oficera. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, później w Rzymie, Paryżu, Krakowie (pod kierunkiem Jana Matejki). Po studiach zamieszkał we Lwowie, gdzie miał pracownię. W latach 1888-1890 przebywał w Kielcach w Dworku Karscha. Z Kielc wyjechał do Paryża. Od roku 1910 przebywał  na wyspie Capri we Włoszech, gdzie zmarł 28 kwietnia 1925 roku. Pochowany początkowo na rzymskim cmentarzu Camo Verano. Po blisko 35 latach jego szczątki zostały przeniesione i złożone w Kwaterze Nieśmiertelnych w słynnym Forest Lawn Memorial Park w Glendele, na przedmieściach Los Angeles.

     Los sprawił, że miałem zaszczyt zobaczyć Memorial Park, a także poznać znajdujące się nieopodal Muzeum Sztuki i uczestniczyć w niezwykłym spektaklu religijnym z panoramą Golgota Jana Styki w roli głównej. Było to jesienią roku 2004, podczas moich wojaży po zachodnich stanach USA. Do Glendele dotarłem 24 września tego roku. Najpierw spacerowałem po rozległym parku pełniącym rolę cmentarzyska. Założyła go w roku 1906 grupa przedsiębiorców z San Francisco, ale za jego głównego twórcę i wizjonera uważa się Huberta Eatona, chemika, konesera sztuki i milionera. Przejął on nadzór nad parkiem w roku 1917 (zarządzał nim do śmierci w roku 1966), przekształcając go w nowoczesny cmentarz o charakterze parku pamięci, stawiając na estetykę i brak tradycyjnych, pionowych nagrobków. Miejsca pochówku, w których znajdują się poddane kremacji zwłoki, wyznaczają jedynie ułożone w równych rzędach tabliczki z brązu.

    Cały teren bardziej przypomina park niż cmentarz. Spoczywa na nim wiele osobistości z życia publicznego, ludzie nauki, kultury i sztuki, m.in. Gutzon Borglum, Humphrey Bogard, Nat King Cole, Walt Disney, Clark Gable, Spencer Tracy oraz sam Hubert Eaton i Jan Styka (od 1959 roku).

  Na terenie parku Hubert Eaton przez lata tworzył Muzeum Sztuki.  W specjalnym budynku (Hali Ukrzyżowania – Zmartwychwstania) jest eksponowana słynna Golgota (foto 1), obraz autorstwa Jana Styki. Ciekawa jest historia jego namalowania i jego późniejsze losy.  Otóż obraz powstał po trzymiesięcznym pobycie artysty w Ziemi Świętej, wiosną 1895 r. podczas którego wykonał on wiele szkiców. Przy pracy nad dziełem artyście pomagali Jan Stanisławski, Tadeusz Popiel i Zygmunt Rozwadowski. Ostatni ruch pędzlem Styka wykonał 8 lipca 1896 roku. Obraz ma  wymiary – 60 x 15 metrów. Po raz pierwszy pokazany został we Lwowie już w lipcu 1896 roku podczas zjazdu katolickiego. Od stycznia 1897 roku można  go było oglądać w Warszawie. W roku 1898 został wysłany do Moskwy na trzy lata. Potem był eksponowany w Kijowie. W roku 1904 Styka w porozumieniu z Ignacym Janem Paderewskim zabrał obraz do Ameryki, chcąc go zaprezentować na światowej wystawie w Saint Louis w stanie Missouri, jednak nie znalazło się miejsce, w którym to ogromne dzieło mogłoby być wyeksponowane. Styka wrócił do Polski, zaś obraz sprzedany na licytacji pozostał w Ameryce. Golgotę przewożono z miejsca na miejsce, przez pewien czas leżała nawet zapomniana w magazynie.

       W  roku 1943 obraz odnalazł i zakupił dr Hubert Eaton, budując dla niego w Glendale, za astronomiczną kwotę miliona dolarów, specjalny pawilonowy amfiteatr. Od roku 1951 obraz jest eksponowany w trakcie swoistego misterium słowno–muzyczno-świetlnego. Przez ponad pięćdziesiąt lat widowisko obejrzały setki turystów z całego świata. W roku 1976 widzem był przyszły Papież, kardynał Karol Wojtyła.

      Projekcja niezwykłego filmu panoramicznego prezentującego sceny z ostatnich chwil życia Chrystusa trwa 20 minut. Pokaz jest połączony  z muzyką i odgłosami tłumu śledzącego  mającą się odbyć egzekucję. Scena ukrzyżowania Jezusa (Golgota) przedstawiona na obrazie Styki pozostawia niezapomniane wrażenie. Świadkami tego wydarzenia są tłumy mieszkańców Jerozolimy i znane postacie biblijne. Oglądamy rozgrywający się w przejmującej ciszy los Człowieka-Boga i całej ludzkości. Zwraca uwagę wierna topografia architektury Jerozolimy. Po zakończeniu spektaklu w milczeniu opuszczam ten niezwykły teatr. Mam przekonanie, że uczestniczyłem w czymś nadzwyczajnym, i jestem dumny, że twórcą tego niepowtarzalnego widowiska jest mój rodak. (foto 2)

Budynek w którym wyeksponowane jest dzieło Jana Styki w Glendale

* * *

Ze Stefanem Żeromskim łączą mnie szczególne więzy emocjonalne. Obaj urodziliśmy się na ziemi świętokrzyskiej i obaj chodziliśmy do tego samego liceum, oczywiście w innym przedziale czasowym, różniącym się prawie osiemdziesięcioma latami.

   Słynny pisarz urodził się 14 października 1864 roku w Strawczynie, zmarł 20 listopada 1925 roku w Warszawie. Do historii przeszedł jako wybitny prozaik, publicysta, dramaturg, pierwszy prezes polskiego PEN Clubu, prezydent Rzeczypospolitej Zakopiańskiej.

    Mało znany jest fakt, że przez kilka lat Stefan Żeromski pracował jako zastępca bibliotekarza (i bibliotekarz) w Muzeum Narodowym Polskim w Rapperswilu, mieście położonym nad jeziorem Zuryskim. Tam właśnie w październiku 2000 r., będąc członkiem delegacji Towarzystw Kościuszkowskich udających się na obchody 185. rocznicy przybycia Kościuszki do Solury, natrafiłem  na ślady tego mniej znanego  w życiorysie pisarza epizodu. Lakoniczny zapis na tablicy umieszczonej na jednej ze ścian zamku, będącego siedzibą Muzeum Polskiego w Rapperswilu, na tle której utrwaliła mnie podróżująca ze mną żona (foto) chciałbym teraz nieco poszerzyć.

        Otóż Muzeum to, otwarte w 1975 roku, nawiązuje do tradycji Polskiego Muzeum Narodowego, które istniało na rapperswilskim zamku w latach 1870-1927 oraz Muzeum Polski Współczesnej (1936-52). Założycielem Muzeum Narodowego Polskiego był hrabia Władysław Plater i Henryk Bukowski. Stefan Żeromski pracował tu od 1 października 1892 roku do lipca 1896 w tworzącej się w Muzeum Narodowym bibliotece, najpierw jako pomocnik bibliotekarza (bibliotekarzem był  jego znajomy Zygmunt Wasilewski), a po 1 czerwca 1894 roku (po wyjeździe Wasilewskiego) jako bibliotekarz. Przyjechał do Rapperswilu z poślubioną miesiąc wcześniej Oktawią z Radziłłowiczów Rodkiewiczową i jej córeczką, kilkuletnią pasierbicą Henią. Nie był to łatwy okres w życiu pisarza. Był już chory na postępującą gruźlicę płuc, pracy z porządkowaniem zbiorów bibliotecznych miał mnóstwo. Niska pensja ledwie starczała na utrzymanie rodziny, a ponadto jego przełożony, kustosz Włodzimierz Rużycki był człowiekiem konfliktowym i nieodpowiedzialnym. Ciągłe szykany z jego strony i przewlekła choroba płuc, która przykuwała pisarza coraz częściej do łóżka, skłoniły Żeromskiego do podjęcia decyzji o  powrocie do kraju.

    Warto pamiętać, że podczas pobytu w Rapperswilu napisał Żeromski nowelę O żołnierzu tułaczu. Inspiracją do napisania tego utworu była wycieczka piesza, którą odbył w towarzystwie żony i szwagra Rafała Radziwiłłowicza latem 1893 roku przez przełęcz Furkapass w Alpach Berneńskich do Jezior Grimselskich. Pisarzowi szczególnie utkwiły w pamięci opowiadania starego pastora o przejściu Francuzów przez Alpy i zaatakowaniu przez nich Austriaków.

  1. Ignacy Domeyko – Santiago (Chile)
  2. Tadeusz Kościuszko – Solura (Szwajcaria)
  3. Ernest Malinowski – Lima (Peru)
  4. Czesław Miłosz – Szetejnie (Litwa)
  5. Ignacy Paderewski – Chicago (USA)
  6. Józef Piłsudski – Madera (Portugalia)
  7. Bruno Schulz – Drohobycz (Ukraina)
  8. Władysław Sikorski – Londyn (W. Brytania)
  9. Jan Styka – Los Angeles (USA)
  10. Stefan Żeromski – Rapperswile (Szwajcaria)