Słowo od krytyka

Drodzy członkowie UPPL i inni piszący lekarze

Istnieje możliwość  bezpłatnej oceny  waszej twórczości przez krytyka. Osoby zainteresowane mogą przesyłać swoje wiersze i inne formy twórczości literackiej (do kilkunastu wierszy, fragmenty prozy) na adres mailowy Majki Żywickiej-Luckner (majkazywicka@wp.pl). Jeżeli autor nie chce ujawniać swoich personaliów krytykowi recenzja może być dokonana anonimowo. Zachęcam do skorzystania z takiej możliwości. Utwory i ich recenzje za zgodą autorów, z podaniem imienia i nazwiska autora lub anonimowo mogą być zamieszczone w zakładce „Słowo od krytyka”

Waldemar Hładki

 

Wiersz i recenzja krytyka:

sucha relacja z baru warszawskiego

dosiadujesz się do na długo rozerwanych słów. tulimy się. tulimy. dwa razy po czterdzieści w szerokiej szklance i lód. popatrz księżyc. jak mikroskopijnie wchodzi w latarnie. jak się w nich rozkula. jest go co raz bliżej na każde jutro jak na zapomnienie. dwa razy po czterdzieści w szerokiej szklance. przez ten  lód nie mogę cię dotknąć. tulimy się. tulimy. dwa razy po czterdzieści w szerokiej szklance.

Recenzja:

czy relacja jest rzeczywiście „sucha”. jak donosi tytuł wiersza? gdyby się zastanowić. w barze nie ma zazwyczaj suchych relacji. a szczególnie w warszawskim barze. to stołeczne miejsca wyznań. gdzie blade twarze można ukryć w „dwa razy po czterdzieści”. stają się wówczas rumiane. nadmiernie grymaśne. gotowe do artykułowania. gnijące myśli trzeba wypowiadać. by nie zamienić się w składowisko śmierdzących niedopowiedzeń (coś jakby ze schmitta). raport. jaki obserwujemy jest pozornie „suchy”. jest raczej przypadkowy: „dosiadasz się do [za długo] rozerwanych słów”. tak – „za długo” nie „na długo” „rozerwanych słów”. konstrukcja zastosowana przez poetkę nie sprawdza się w odbiorze czytelniczym. chociaż wskazywać może na „rozerwalność” materii słownej. a co za tym idzie – na rozerwalność emocjonalnych więzów: „tulimy się, tulimy. dwa razy po/ czterdzieści w szerokiej szklance i lód”.
czynność tulenia wyzwala inne reakcje niż te. na które czekają rozmówcy. tylko ognista woda gasi lód. ale tymczasowo. tulenie się poprzez szkło i lód wskazuje na odizolowanie organizmu od dotykania, pieszczot, nawet od zachwytu wieczornym księżycem. który ginie w odbiciach szklanek i latarni. oby po światełkach, oby nie zniknęły z oczu jak rozkulany mikroskopijny księżyc – tu symbol nadziei na bliskość: „jest go co raz bliżej na każde jutro”. rozdzielna pisownia „co raz” jednoznacznie wskazuje na potrzebę ujrzenia księżyca z pozycji osoby prawdziwie dotykanej, co dotychczas nie mogło się jakoś ucieleśnić. czy właściwie nie chodzi tu o oczekiwanie na człowieka bliskiego. emanującego ciepłem. dzięki któremu księżyc nabierze właściwych rozmiarów. a relacja. tym bardziej „sucha”. stanie się właściwym wyznaniem?

co do pisowni małoliterowej i kropkowej. mój zapis niech będzie komentarzem.

Agnieszka Tomha

 

Kim  byli

Przyszli do siebie w naczyniu
napełnionym żywiołami
poniżej poziomu
zagubionego rozsądku
zanurzali usta
tylko w zielonych chwilach
gorzkiej herbaty
w japońskim zaułku
stygło ciepło
porzuconych pocałunków
prawda uciekła w tłum pytań
bez odpowiedzi
ukrzyżowany anioł
przemienił krew w słowo

Recenzja:

Kim byli bohaterowie liryczni, skoro udało im się przeżyć „w naczyniu napełnionym żywiołami”? A tak na marginesie, czy żywioły dadzą sobą napełnić jakiekolwiek naczynie (nie myślę tu o wodzie mineralnej)? Jeśli przyszli już w napełnionym naczyniu, czy mogli jeszcze zanurzać usta, skoro już byli zanurzeni?

Zbyt mocno się czepiam, ponieważ zbyt mało rozumiem.

Przypuszczalnie, to typowy przykład wiersza „laboratorium”, na którym czyni się doświadczenia, ćwiczy niesprawdzalne metafory. Ale zestawianie odległych skojarzeń jest – niestety – grą na logikę, a nie gustownym parowaniem słów.

Słowa są jak ciasto, zawsze się jakoś kleją po dodaniu składnika wiążącego. Co nim jest w tym wierszu? Jedna (zaledwie) metafora, która mnie przekonuje: „prawda uciekła w tłum pytań” – to mocne stwierdzenie, bardzo konkretne i prawdziwe. „Tłum pytań” (mimo przenośni dopełniaczowej) ma rację bytu: pytań jest tak dużo, że nie należy liczyć na odpowiedź, bo jeśli nawet się zdarzy, nie będzie zauważona. Skojarzenia odległe, ale logiczne.

Myślę, że samozadowolenie z gustownie zestawionych słów nie wystarczy.

Mogę przypuszczać, że ten utwór to opis relacji niespełnionej, „porzucone pocałunki”, „stygnące ciepło”, ale „ukrzyżowany anioł” to już inna historia, dobrze ograna w poezji. Naprawdę, nie trzeba uśmiercać anioła, który znalazł się w tym wierszu przypadkowo. Anioł nie jest anielski w wierszach nieanielskich, nie mówiąc o krzyżowaniu anioła i zamianie krwi w słowo. Te czynności przynależą do działań boskich. A nasz anioł? No cóż, może chciał przejąć czyjeś kompetencje?

Przepraszam, ale tok rozumowania prowadzi mnie w „zaułki” niekoniecznie „japońskie”.

Drogi Autorze, ja takie wiersze (mało sklejone) odstawiam do leżakowania. Sprawdzam je po jakimś czasie, wówczas widzę je inaczej i zazwyczaj nabieram pewności, co z nimi zrobić.

Agnieszka Tomha

Od autora:
Dziękuje za bardzo ciekawą i oryginalną recenzję, która wnosi istotne spostrzeżenia co do dalszej pracy nad przedstawionym tekstem. Rzeczywiście, tekst ten jest dla mnie pewnego rodzaju „laboratorium” – trafne stwierdzenie. W poezji często nie wszystko jest proste i w pełni zrozumiałe dla czytelnika, i dobrze i niech tak zostanie. Niech czytelnik próbuje wyjaśnić , a może nawet „dopisać sobie” brakujące strofy, każdy inaczej i na swój sposób. Rzeczywiście, czasami trudno zrozumieć tekst, nie musi on być zawsze logiczny, czasami wręcz nie powinien (jeżeli taka jest intencja autora). Czasami brniemy logicznością myślenia w „zaułki”, które prowadzą nas na manowce interpretacji. Mogli „przyjść do siebie w naczyniu wypełnionym żywiołami”, co nie oznacza, że musieli się w nich zanurzyć całkowicie. A może tylko do pasa ? Dlatego w stanie psychicznym („poniżej poziomu zdrowego rozsądku”), w którym się znaleźli mogli jednak „zanurzać usta w zielonych chwilach gorzkiej herbaty”. To w niczym nie przeszkadzało, a więc jest logika. Słowa mogą się w wierszach”kleić do siebie” ale sąsiednie mogą także zadziwiać się swoją treścią (Przyboś), nawet zaskakiwać się nawzajem. W pisanym tekście, który nie jest zapisanym przekazem plemiennym (biblia), niekoniecznie tylko przywilej przemian nadprzyrodzonych może należeć do najwyższego. Ktoś już przecież wcześniej zamienił krew w atrament.
Pani Agnieszko, jeszcze raz dziękuję za recenzję. Postaram się popracować nad tekstem.

Autor