Słowo od krytyka

Drodzy członkowie UPPL i inni piszący lekarze

Istnieje możliwość  bezpłatnej oceny  waszej twórczości przez krytyka. Osoby zainteresowane mogą przesyłać swoje wiersze i inne formy twórczości literackiej (do kilkunastu wierszy, fragmenty prozy) na adres mailowy Majki Żywickiej-Luckner (majkazywicka@wp.pl). Jeżeli autor nie chce ujawniać swoich personaliów krytykowi recenzja może być dokonana anonimowo. Zachęcam do skorzystania z takiej możliwości. Utwory i ich recenzje za zgodą autorów, z podaniem imienia i nazwiska autora lub anonimowo mogą być zamieszczone w zakładce “Słowo od krytyka”

Waldemar Hładki

 

Irena Kaczmarczyk

Kraków – sposobność przemijająca?
O „Przewodniku po Krakowie dla medyków” słów kilka

       „…rzeczą niemożliwą byłoby, aby wszyscy ci, którzy czas  przepędzają w Krakowie dla nauki, obudzeni wiedzą uczonych, znaczeniem miasta, wielką ilością przykładów, nie wspinali się na wysokie szczyty wiedzy” (Jan z Ludziska, 1440)

Motto, które autor – wieloletni kierownik Katedry Medycyny CM UJ profesor Zdzisław Gajda zaczerpnął od Jana z Ludziska i umieścił we Wstępie do „Przewodnika po Krakowie dla medyków” nawiązuje do głównej idei, jaka przyświecała mu przy opracowaniu medyczno – dokumentalnej książki, skierowanej głównie do studentów medycyny. Ale myliłby się ten, kto studiuje inny kierunek w Krakowie, a nawet ten, kto nie m nic wspólnego z medycyną, iż dla siebie w tym oryginalnie opracowanym i specjalistycznym przewodniku nic nie znajdzie. Otóż znajdzie! I to nie tak mało! Zaabsorbuje go sam sposób narracji, jaką zastosował autor podczas wędrówki przez medyczny Kraków; jego pedagogiczna, wręcz ojcowska postawa wobec młodych czytelników, do których  zwraca się bezpośrednio:  „Pamiętajcie Młodzi! Tak wyglądał niejeden początek. Nie sztuka przyjść na gotowe”. Odautorskie komentarze pojawiają się na kartach liczącego 442 strony przewodnika dość często, co wyróżnia publikację spośród typowych przewodników, czyniąc ją ciekawym itinerarium medycznym.
Przewodnik Zdzisława Gajdy ma nie tylko charakter poznawczy, ale też opiekuńczo-edukacyjny. Autor uświadamia studentom okazję i możliwość poznania uniwersyteckiego Krakowa oraz zacnych ludzi nauk medycznych, którzy przyczynili się do jego rozwoju, wpisując się w poczet tworzących kulturę i sztukę Miasta Królów Polskich. Uważa, że studenci medycyny, pobierający kilkuletnią naukę w Krakowie, powinni podczas jej zdobywania zapoznać się z „wszystkimi przejawami medycznego życia utrwalonego w zabytkach, epitafiach, tablicach, wreszcie kamienicach, w których przebywali  medyczni protoplaści”. Apeluje, by Kraków nie stał się dla nich tylko  – „sposobnością przemijającą”. I w interesujący, niestereotypowy sposób wnikliwie oprowadza przyszłych medyków po tych miejscach, obiektach, w których znajdują się ślady protoplastów nauk medycznych. Ileż tu profesor Gajda przytacza cytatów, anegdot, powiedzonek i ciekawostek związanych z medycznym Krakowem. Jakżeż imponuje erudycją, swobodą poruszania się po literackich źródłach, począwszy od XVI wieku aż po współczesność. Ileż przy tej okazji krótkich, ale znaczących odautorskich odniesień, które czynią przewodnik osobliwym i emocjonalnym. Każdy, kto spaceruje ze Zdzisławem Gajdą po często niedostrzeganych na co dzień śladach medycznego Krakowa, czuje się wyróżnionym, wtajemniczonym w coś więcej niż przeciętny turysta, który zwiedza miasto z przewodnikiem, obciążonym niekiedy zawodową rutyną czy też pozbawionym charyzmy i umiejętności porywającego przekazu.
Ale nader krzywdzącym dla autora byłoby sprowadzić wartość znakomitego przewodnika do cytowanych ciekawostek, anegdot i odautorskich komentarzy. To przede wszystkim ogrom benedyktyńskiej pracy, włożonej przez Profesora-lekarza w historyczne opracowanie miejsc związanych z początkiem i rozwojem medycyny w Krakowie. Przywołanie ważnych nazwisk lekarzy, którzy swoim wkładem w rozwój medycyny zasłużyli sobie na nagrobki, epitafia, umieszczone w nobliwych miejscach krakowskich obiektów sakralnych; na tablice pamiątkowe we wnętrzach uniwersyteckich czy też na murach kamienic Starego Miasta.
Na kartach  przewodnika znajdujemy mnóstwo ciekawostek na temat życia towarzyskiego krakowskich profesorów, studentów, jak też mieszkańców miasta, ich zajęć, zwyczajów, przypadłości chorobowych, etc., etc.
A wszystkie te wiadomości są wynikiem dociekliwości autora, jego znakomitej erudycji, swobody poruszania się po świecie literatury, nie tylko specjalistycznej; sięgania do źródeł wydawnictw zwartych i ciągłych. Wystarczy zajrzeć do bardzo obszernej bibliografii, bo liczącej blisko 250 pozycji, którą znajdziemy na końcu przewodnika. Profesor Gajda skromnie dopowiada, iż to jest „Próba bibliografii”. Wykaz tekstów źródłowych zawiera dokumenty od połowy XVIII wieku aż do współczesności. Pojawiają się tutaj znane nazwiska, takie jak: Tadeusz Boy-Żeleński, Karol  Estreicher, Michał Rożek, Andrzej Grabowski a także sam autor, wykorzystujący materiał z wcześniej wydanych przez siebie 11. publikacji.

Trzeba podkreślić, iż profesor Zdzisław Gajda imponuje czytelnikowi biegłą znajomością języka łacińskiego, stąd często przytacza powiedzenia, sentencje, nazwy  lingua latina, co ubogaca treść przewodnika i oswaja studentów z językiem, którym będą  posługiwać się w dokumentacji medycznej.
Medyczny szlak po Krakowie rozpoczyna autor od macierzy, kolebki polskiej medycyny uniwersyteckiej, „najczcigodniejszego budynku krakowskiej Quartier Latin” –  Collegium Maius, a potem prowadzi przez Collegium Phisicum, Collegium Novum i Novodvorscianum, akademicki Kościół św. Anny, Rynek Główny, Planty, Mały Rynek, Wawel, Kazimierz i inne ulice Starego Miasta, docierając aż do obrzeży Krakowa: Wieliczki, Krzeszowic, Swoszowic, Kobierzyna czy Witkowic. Zatrzymuje się także przy szpitalach, uzdrowiskach, sakralnych miejscach, słynących z cudów Świętych uzdrowicieli, aptekach i znanych restauracjach Starego Krakowa. Jest to spacer niezwykły, pełen ciekawych odkryć i związanych z nimi opowieści, dotyczących medycznych przypadków i humorystycznych scen wziętych z życia krakowian.
Warto wybrać się z profesorem Gajdą na tak wspaniałą wycieczkę po medycznym Krakowie. Nie zaprzepaścić – co było założeniem autora przewodnika – szansy skorzystania z możliwości kulturalnych i intelektualnych Krakowa. „ Ale – bezpośrednio zwraca się do studentów we wstępie do książki –  aby widzieć potrzeby wszechstronnego rozwoju, musi się wyrosnąć z mentalności uczniowskiej: uczę się bo zadano! Po pierwsze, nie uczę się, lecz studiuję!” –  podkreśla autor. „Kraków dostarcza dostatecznie dużo bodźców dla Twojego rozwoju intelektualnego – Czy można pominąć tę okazję?– pyta –  Czy możesz wrócić tam, skąd przyszedłeś, jedynie z dyplomem? Czy pozostać w przyszłości w Krakowie, czy wracać tam, gdzie jesteś potrzebny? Gdzie czekają na ciebie chorzy, gdzie czeka środowisko, którego kultura medyczna wymaga Twojego wkładu, ale też środowisko, które możesz ożywić intelektualnie i wzbudzić w im głód kultury. Drogi do jego zaspokojenia znajdą się same. Ten głód jednak należy rozbudzić najpierw w sobie. Stąd rozważ, czy Kraków nie stanowi w Twoim życiu tego, co Hipokrates nazwał ”occasio praeceps” –  sposobnością przemijającą.  Może jedyną.”

I o tę właśnie „sposobność przemijającą” profesorowi Zdzisławowi Gajdzie chodzi,  oferując świetnie opracowany krakowski szlak medyczny w aspekcie historycznym.

Aby ta oferta dotarła do każdego studenta – pomyślałam –  można by podczas immatrykulacji wręczać każdemu z nich „Przewodnik po Krakowie dla medyków”, jako zaproszenie do świata kultury uniwersyteckiego miasta Krakowa. Właśnie po to, aby Miasto Królów Polskich nie stało się tylko „sposobnością przemijającą”.

Gajda Z.:Przewodnik po Krakowie dla medyków. Kraków medyczny w aspekcie historycznym., Księgarnia Akademicka, Kraków 2015,ss. 442.
Kraków, 5 IX 2020

 

„Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” czyli osobliwa Galeria Jarosława Waneckiego.   Recenzja Ireny Kaczmarczyk

           Zaiste, osobliwy to wernisaż, na który zaprasza czytelników z okazji trzydziestej rocznicy odrodzenia izb lekarskich, Jarosław Wanecki – mieszkający w Płocku lekarz pediatra. Obdarzony talentem literackim, wyrafinowany koneser sztuki wpadł na bardzo oryginalny pomysł: zorganizowania wernisażu na kartach swojej książki „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem”, której tytuł zaczerpnął ze znanego obrazu Rembrandta. I, jako wyjątek, w swej osobistej galerii liczącej trzydzieści dzieł sztuki, pochodzących z najlepszych polskich i zagranicznych muzeów, opatrzył ten obraz swoim „Psalmem Samarytanina”(z tomu „Antrakty”). Pozostałe dwadzieścia dziewięć cennych płócien otrzymało prozatorskie komentarze. Są nimi krótkie eseje, w których autor nie opisuje stricte i sztampowo prezentowanych obrazów, ale zamyka je w ramy literackich odniesień, cytując stosowne fragmenty wierszy, teksty piosenek czy też prozy. Przybliża biogramy artystów malarzy eksponowanych dzieł sztuki.

W sumie, nie wiadomo, czy zgromadzone w albumie Waneckiego obrazy stały się pretekstem do rozważań natury medycznej, czy też odwrotnie: medytacje dotyczące zawodu lekarza i dolegliwości różnej maści nękających człowieka, nasunęły pomysł poszukiwania obrazów adekwatnych do przemyśleń. Ale jakby nie dywagować, efekt osiągnął Jarosław Wanecki, znakomity! Oryginalny. I nie nużący. Autor dał popis  erudycji, którą w przystępny i wręcz poetycki sposób dzieli się z odbiorcą. Osobiście, czytając z ciekawością esej po eseju, w pewnym momencie pomyślałam: gdyby tak przenieść te reprodukcje obrazów z kart książki do konkretnego lokum, które mogłoby się stać jedyną w swym rodzaju Medyczną Galerią w Polsce? Autorska Galeria imienia Jarosława Waneckiego. Czemuż by nie? Komentarze do każdego dzieła sztuki są już gotowe. Mogłyby zawisnąć obok prezentowanych płócien. Taką swoistą  Galerię zapewne odwiedzaliby nie tylko studenci medycyny, czy lekarze. „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” powstał z okazji trzydziestej rocznicy odrodzenia izb lekarskich. Dlaczego 100-lecia powstania izb lekarskich, które przypada na rok 2021, nie można by było uwieńczyć tym oryginalnym pomysłem?

Ale, „schodząc na ziemię”, wróćmy jeszcze do albumowej Galerii, po której tak wspaniale i z ogromną swobodą porusza się nasz literat -„kustosz”- Jarosław Wanecki.

Choćby posłuchać i zapamiętać, co mówi zatrzymując się przy pierwszym obrazie „Lista Diogenesa”Juels Bastien-Lepage:

 „W gabinecie lekarskim, niczym w galerii malarstwa, poznajemy wciąż od nowa obrazy chorób, zdefiniowane w podręcznikach i opisane na wykładach. Portrety pacjentów, pejzaże kwitnącej od znamion i wyrośli skóry, najwyższej rozdzielczości zdjęcia ludzkiego wnętrza  z kamer operatorów. Zachwycają nas witraże szkiełek laboratoryjnych, niepokoją linie elektrozapisów i modernistyczne plamy na wydrukach badań. Futurystyczne fotografie wklejają Człowieka w wirujące koło rezonansu. Da Vinci*, pięćset lat od poglądowych rysunków zębów, kości, powięzi i mięśni, naszkicowanych potajemnie przez Leonarda, zanurza skalpel chirurgicznego robota w tkankę patologii, niczym malarski pędzel w paletę barw i frustracji. Zdrowie i choroba życie i śmierć, dobrostan i ból – codzienny kolaż kolorów i humorów mieszających się na jawie i we śnie. Ecco Homo. Oto Człowiek”.

Tak. Ecco Homo. W całej swej złożoności. Z przypadłościami natury zarówno fizycznej jak psychicznej. Ileż dodatkowych „smaczków literackich” mają komentarze przed zgromadzonymi wybitnymi dziełami sztuki. Przed każdym z trzydziestu tekstów autor stawia inne pytanie. Snuje różne rozważania dotyczące aspektów zawodu, rozwoju sztuki lekarskiej, a także nakreśla współczesne problemy, z jakimi mierzą się zarówno pacjenci jak i lekarze. Refleksje Jarosława Waneckiego ubogacone informacjami o najlepszych muzeach polskich i światowych oraz cytatami tekstów współczesnych poetów są zróżnicowane w nastroju: poważne lub lżejsze, nostalgiczne albo pełne ironii. I dlatego zwiedzanie tej Galerii należy do przyjemności. Bo jest osoba. Nowatorska. Z pomysłem.

Z pełną odpowiedzialnością zapraszam do odwiedzenia wyjątkowego pokazu najlepszych dzieł sztuki związanych z medycyną. A także do poznania samego Jarosława Waneckiego, autora kilku tomików poezji oraz książek z pogranicza sztuki etyki i medycyny. Jestem pewna, że będziecie Państwo niejednokrotnie do tej ciekawej Galerii powracać. Tak, jak pisząca te słowa.

15 VII 2020. Wanecki Jarosław: Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem, Medycyna Praktyczna, Kraków 2019, ss.104

 

Wiersz i recenzja krytyka:

sucha relacja z baru warszawskiego

dosiadujesz się do na długo rozerwanych słów. tulimy się. tulimy. dwa razy po czterdzieści w szerokiej szklance i lód. popatrz księżyc. jak mikroskopijnie wchodzi w latarnie. jak się w nich rozkula. jest go co raz bliżej na każde jutro jak na zapomnienie. dwa razy po czterdzieści w szerokiej szklance. przez ten  lód nie mogę cię dotknąć. tulimy się. tulimy. dwa razy po czterdzieści w szerokiej szklance.

Recenzja:

czy relacja jest rzeczywiście „sucha”. jak donosi tytuł wiersza? gdyby się zastanowić. w barze nie ma zazwyczaj suchych relacji. a szczególnie w warszawskim barze. to stołeczne miejsca wyznań. gdzie blade twarze można ukryć w „dwa razy po czterdzieści”. stają się wówczas rumiane. nadmiernie grymaśne. gotowe do artykułowania. gnijące myśli trzeba wypowiadać. by nie zamienić się w składowisko śmierdzących niedopowiedzeń (coś jakby ze schmitta). raport. jaki obserwujemy jest pozornie „suchy”. jest raczej przypadkowy: „dosiadasz się do [za długo] rozerwanych słów”. tak – „za długo” nie „na długo” „rozerwanych słów”. konstrukcja zastosowana przez poetkę nie sprawdza się w odbiorze czytelniczym. chociaż wskazywać może na „rozerwalność” materii słownej. a co za tym idzie – na rozerwalność emocjonalnych więzów: „tulimy się, tulimy. dwa razy po/ czterdzieści w szerokiej szklance i lód”.
czynność tulenia wyzwala inne reakcje niż te. na które czekają rozmówcy. tylko ognista woda gasi lód. ale tymczasowo. tulenie się poprzez szkło i lód wskazuje na odizolowanie organizmu od dotykania, pieszczot, nawet od zachwytu wieczornym księżycem. który ginie w odbiciach szklanek i latarni. oby po światełkach, oby nie zniknęły z oczu jak rozkulany mikroskopijny księżyc – tu symbol nadziei na bliskość: „jest go co raz bliżej na każde jutro”. rozdzielna pisownia „co raz” jednoznacznie wskazuje na potrzebę ujrzenia księżyca z pozycji osoby prawdziwie dotykanej, co dotychczas nie mogło się jakoś ucieleśnić. czy właściwie nie chodzi tu o oczekiwanie na człowieka bliskiego. emanującego ciepłem. dzięki któremu księżyc nabierze właściwych rozmiarów. a relacja. tym bardziej „sucha”. stanie się właściwym wyznaniem?

co do pisowni małoliterowej i kropkowej. mój zapis niech będzie komentarzem.

Agnieszka Tomha

 

Kim  byli

Przyszli do siebie w naczyniu
napełnionym żywiołami
poniżej poziomu
zagubionego rozsądku
zanurzali usta
tylko w zielonych chwilach
gorzkiej herbaty
w japońskim zaułku
stygło ciepło
porzuconych pocałunków
prawda uciekła w tłum pytań
bez odpowiedzi
ukrzyżowany anioł
przemienił krew w słowo

Recenzja:

Kim byli bohaterowie liryczni, skoro udało im się przeżyć „w naczyniu napełnionym żywiołami”? A tak na marginesie, czy żywioły dadzą sobą napełnić jakiekolwiek naczynie (nie myślę tu o wodzie mineralnej)? Jeśli przyszli już w napełnionym naczyniu, czy mogli jeszcze zanurzać usta, skoro już byli zanurzeni?

Zbyt mocno się czepiam, ponieważ zbyt mało rozumiem.

Przypuszczalnie, to typowy przykład wiersza „laboratorium”, na którym czyni się doświadczenia, ćwiczy niesprawdzalne metafory. Ale zestawianie odległych skojarzeń jest – niestety – grą na logikę, a nie gustownym parowaniem słów.

Słowa są jak ciasto, zawsze się jakoś kleją po dodaniu składnika wiążącego. Co nim jest w tym wierszu? Jedna (zaledwie) metafora, która mnie przekonuje: „prawda uciekła w tłum pytań” – to mocne stwierdzenie, bardzo konkretne i prawdziwe. „Tłum pytań” (mimo przenośni dopełniaczowej) ma rację bytu: pytań jest tak dużo, że nie należy liczyć na odpowiedź, bo jeśli nawet się zdarzy, nie będzie zauważona. Skojarzenia odległe, ale logiczne.

Myślę, że samozadowolenie z gustownie zestawionych słów nie wystarczy.

Mogę przypuszczać, że ten utwór to opis relacji niespełnionej, „porzucone pocałunki”, „stygnące ciepło”, ale „ukrzyżowany anioł” to już inna historia, dobrze ograna w poezji. Naprawdę, nie trzeba uśmiercać anioła, który znalazł się w tym wierszu przypadkowo. Anioł nie jest anielski w wierszach nieanielskich, nie mówiąc o krzyżowaniu anioła i zamianie krwi w słowo. Te czynności przynależą do działań boskich. A nasz anioł? No cóż, może chciał przejąć czyjeś kompetencje?

Przepraszam, ale tok rozumowania prowadzi mnie w „zaułki” niekoniecznie „japońskie”.

Drogi Autorze, ja takie wiersze (mało sklejone) odstawiam do leżakowania. Sprawdzam je po jakimś czasie, wówczas widzę je inaczej i zazwyczaj nabieram pewności, co z nimi zrobić.

Agnieszka Tomha

Od autora:
Dziękuje za bardzo ciekawą i oryginalną recenzję, która wnosi istotne spostrzeżenia co do dalszej pracy nad przedstawionym tekstem. Rzeczywiście, tekst ten jest dla mnie pewnego rodzaju “laboratorium” – trafne stwierdzenie. W poezji często nie wszystko jest proste i w pełni zrozumiałe dla czytelnika, i dobrze i niech tak zostanie. Niech czytelnik próbuje wyjaśnić , a może nawet “dopisać sobie” brakujące strofy, każdy inaczej i na swój sposób. Rzeczywiście, czasami trudno zrozumieć tekst, nie musi on być zawsze logiczny, czasami wręcz nie powinien (jeżeli taka jest intencja autora). Czasami brniemy logicznością myślenia w “zaułki”, które prowadzą nas na manowce interpretacji. Mogli “przyjść do siebie w naczyniu wypełnionym żywiołami”, co nie oznacza, że musieli się w nich zanurzyć całkowicie. A może tylko do pasa ? Dlatego w stanie psychicznym (“poniżej poziomu zdrowego rozsądku”), w którym się znaleźli mogli jednak “zanurzać usta w zielonych chwilach gorzkiej herbaty”. To w niczym nie przeszkadzało, a więc jest logika. Słowa mogą się w wierszach”kleić do siebie” ale sąsiednie mogą także zadziwiać się swoją treścią (Przyboś), nawet zaskakiwać się nawzajem. W pisanym tekście, który nie jest zapisanym przekazem plemiennym (biblia), niekoniecznie tylko przywilej przemian nadprzyrodzonych może należeć do najwyższego. Ktoś już przecież wcześniej zamienił krew w atrament.
Pani Agnieszko, jeszcze raz dziękuję za recenzję. Postaram się popracować nad tekstem.

Autor